Pielęgniarki przyjechały do Warszawy pełne nadziei. Liczyły, że premier ich przyjmie. Przeliczyły się. Obolałe od spania na asfalcie, brudne i niewyspane wciąż koczują przed kancelarią szefa rządu. - Czujemy się jak bezdomne psy, które leżą pod rezydencją i czekają, aż ktoś im rzuci ochłap - mówią. - Już nie odpuścimy